Tytuł: Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta
Autor: Dawid Sierakowiak
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 25 marca 2015 r.
Ilość stron: 400
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
Pamiętam jak chodziłam w kółko bez sensu po Empiku i szukałam książki, która zainteresuje mnie na tyle, że bez zastanawiania pomaszeruję z nią do kasy. Miałam wtedy dowolny wybór, ponieważ zbliżały się święta, więc mogłam wybrać jedną książkę nie zważając kompletnie na cenę. Chodziłam, krążyłam, przeglądałam dosłownie każdą półkę aż w końcu trafiłam na dział historia. Była duża i wyglądała jak poniszczony dziennik. Sięgnęłam. I mimo że takie książki omijam szerokim łukiem, to wtedy od razu stwierdziłam, że to właśnie ją chcę. A potem spojrzałam na cenę... Wszystko rozumiem, ale prawie 90 złotych za czterysta stron w twardej okładce, to zdecydowanie przesada. Później ją odłożyłam i kompletnie zapomniałam.
Minęło sporo czasu aż podczas przeglądania dyskontów książkowych rzuciła mi się w oczy. Miała przystępną cenę, więc mogłam w każdej chwili rzucić ją do koszyka. Jednak długo się nad tym zastanawiałam. Nie ukrywam (i nawet już chyba kiedyś o tym pisałam), że omijam takie książki łukiem z dwóch powodów. Jeden jest taki, że przeraża mnie to, co mogę znaleźć na kartkach tych książek. Wszyscy dobrze wiemy co działo się na świecie w czasie II Wojny Światowej i do czego byli zdolni hitlerowcy. Natomiast drugi powód jest taki, że się boję. Po prostu się boję, że kiedykolwiek przyjdzie mi przeżyć coś takiego. Zwłaszcza teraz, kiedy obserwujemy te niepokojące sytuacje, które mają miejsce od kilku lat nie tak daleko od naszej granicy. W każdym razie, zebrałam się w sobie i zamówiłam Dziennik.
Dawid Sierakowiak (wybaczcie, ale nie pamiętam dokładnie) miał bodajże siedemnaście lat, kiedy w maju 1939 zaczął zapisywać swoje przemyślenia na kartkach zeszytu. Był w moim wieku, więc tym bardziej nie mogłam się nadziwić jaki był z niego inteligentny i mądry chłopak. Interpretował wszystkie wiadomości, jakie do niego docierały. Myślał trzeźwo a jego zapiski niejednokrotnie przyprawiały mnie o mrowienie na plecach. Czułam się okropnie, czytając jego zeszyty ze świadomością, że Dawid prawdopodobnie nie spodziewał się tego, że kilkadziesiąt lat po wojnie jego dziennik rozpowszechni się po całej Polsce. Sama nie wiem dlaczego miałam takie odczucia. Miałam wrażenie, że weszłam w jego intymną strefę. Przecież nikt z nas nie lubi, gdy ktoś inny zagląda w nasze pamiętniki - jeżeli takowe posiadamy.
Pomijając jednak ten fakt... Dalej nie mogę wyjść z podziwu odwagi i inteligencji tego chłopaka. Zapiski od września 1939 przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie tego jak wtedy wyglądało życie. Jak wyglądała codzienność, kiedy hitlerowcy wkroczyli do naszego kraju i zaczęli się strasznie panoszyć. Dzięki Dziennikowi mogłam przenieść się do lat okupacji i wpaść w wir życia codziennego, które było przesiąknięte strachem o życie własne i najbliższych. Myślę, że żaden film nie opisze tego, co działo się w Polsce, kiedy rozpoczęła się II WŚ.
"Nie zmyje bowiem największa ulewa rozdartego zupełnie serca i nic nie zasklepi tej odwiecznej pustki w duszy, mózgu, umyśle i sercu, jaka powstaje po utracie najukochańszego człowieka, który kocha swe życie tak jak i ja."
Kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że chociaż mam dużo do powiedzenia o tej książce, to kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać. Już mam wrażenie, że to co napisałam wyżej jest trochę chaotyczne. Ale to trzeba przeczytać, aby zrozumieć co mną kierowało podczas pisania tego tekstu.
Przyznaję się, że chociaż zapiski bardzo mnie interesowały, to czytałam tę książkę naprawdę długo. Zajęło mi to co najmniej kilka miesięcy, ponieważ nie byłam w stanie znieść tego, co czytałam na stronach książki. Myślę, że to zależy też od każdego z nas i od naszej psychiki. Każdy przyjmuje różne rzeczy zupełnie inaczej. Ja nie potrafiłam usiąść do tej pozycji i przeczytać ją "na raz", ponieważ po prostu nie mogłam. Nie potrafiłam.
I w tym momencie napotykam kolejny dylemat. Zazwyczaj pod koniec recenzji piszę czy polecam tę książkę, czy warto po nią sięgnąć, czy raczej możecie ją sobie odpuścić. W tym momencie nie mam zielonego pojęcia co zrobić. W pewnym sensie chcę ją polecić, ale z drugiej strony wiem, że być może wiele z Was wcale się tym nie interesuje, lub ma swoje powody, dla których za takie książki nie sięga. Ujmę to może w ten sposób, że osobiście uważam, że powinniśmy czytać takie książki. Myślę, że zdajemy sobie sprawę z tego, że Polacy są uważani za naród, który dba o swoją historię i chyba chcemy, aby dalej tak o nas myślano. Przynajmniej dla mnie jest to dość miłe. Tak więc myślę, że powinniśmy znać takie książki, ale oczywiście nic na siłę. Jeżeli chodzi o mnie - przeczytałam i nie żałuję. Decyzję o podjęciu się "wyzwania" i przeczytania tej książki pozostawiam już tylko i wyłącznie Wam. Zostaje mi jedynie cicha nadzieja, że jednak kiedyś chwycicie za tę pozycję.
Ocena: 10/10