sobota, 5 stycznia 2019

ROK

Podobny obraz


Na samym początku pragnę złożyć Wam wszystkim życzyć tego, aby ten Nowy Rok był rokiem jeszcze lepszym niż poprzedni, żebyście rozwijali się w tym, w czym pragniecie, co lubicie i sprawia Wam frajdę, niech postanowienia noworoczne - jeżeli takowe posiadacie - będą motywacją do zmiany, które bywają ciężkie. Życzę przede wszystkim tego, aby zdrowie i uśmiech nigdy Was nie opuszczały! 

Przyszedł Nowy Rok a wraz z nim przyszły plany na najbliższe 12 miesięcy. Popularne przysłowie w internecie mówi "nowy rok, nowa ja", ja natomiast stwierdziłam, że wrócę do swojej starszej wersji. Do nastolatki, która uwielbiała pisać recenzje i sprawiało jej to ogromną radość. A więc jestem! Z podwójną dawką energii oraz motywacji! 

Ale w moim sercu narodziło się pragnienie, aby jednak coś zmienić. Nie za dużo, bo nie miałoby to większego sensu. Z racji tego, że powoli wkraczam w dorosłe życie, przez ostatni rok w moim życiu wydarzyło się wiele postanowiłam poszerzyć horyzont tematyki tego bloga. 

Zawsze chciałam mieć swój mały świat, gdzie nie będę bała się wyrażać swojej opinii, mówić o swoim światopoglądzie i mówić otwarcie o niektórych sprawach. Tym blogiem bardzo chciałabym oddzielić właśnie ten mały kawałek na blogosferze do takiego miejsca, które będzie wyrażało mnie samą. Oczywiście główne założenie bloga - recenzje książek - zostawiam, co do tego nie ma wątpliwości i głównie na tym będę chciała się skupiać, ale oprócz tego będziecie mogli znaleźć tu również:
recenzje filmów oraz seriali 
✓ przemyślenia 
✓ wpisy dotyczące sfery duchowej 
✓ wpisy dotyczące fotografii; moje prace 

Jestem bardzo podekscytowana z powodu powrotu do pisania. Jest to jedna z tych czynności, którą kocham najbardziej. Niedługo już pojawią się nowe wpisy, a tymczasem odsyłam do starszych recenzji. 



Karo 


sobota, 28 października 2017

27. Gwiazdy, które spłonęły - Melissa Falcon Feld

Okładka książki Gwiazdy, które spłonęłyTytuł: Gwiazdy, które spłonęły
Autor: Melissa Falcon Feld
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 376
Data wydania: 20 października 2017 r.
Kategoria: literatura obyczajowa, romans



Kiedy zobaczyłam tę książkę i przeczytałam jej opis od razu pomyślałam: to dla mnie! Naprawdę zainteresowała mnie swoim opisem, ponieważ zdecydowanie różniła się od wszystkich innych książek, które wcześniej czytałam. Chciałam takiej odskoczni od młodzieżówek. Od imprez, duchów, wampirów, wilkołaków, magicznego światu. Tak bardzo nie mogłam się jej doczekać, a kiedy w końcu znalazła się w moich rękach i zaczęłam kartkować strony... No właśnie... 

Claire jest kobietą, która w całości powierza się rodzinie. Stara się być przykładną żoną, najlepszą matką i przy tym jeszcze kobietą, z której inne mężatki z miasta powinny brać przykład. Można by było stwierdzić, że jest to rodzina idealna. Niestety, nie wszystko wygląda tak, jak widzą to inni ludzie. W domu Claire jest przemęczona, jej mąż jest pracoholikiem, a czas spędzony z synkiem zaczyna doprowadzać ją do obłędu, które powodują mroczne myśli w jej głowie. Kobieta pragnie wrócić do młodzieńczych lat, a wtedy na swoim Facebooku dostaje wiadomość od swojej dawnej miłości. 

"Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć."

Przyznaję, że powieść na początku przypadła mi do gustu. Nawet się wciągnęłam. Autorka miała przyjemny język, który tylko powodował, że szybciej się czytało. Mimo wszystko po pewnym czasie zorientowałam się, że czytam już na siłę. Owszem, historia jest - tak myślę - nie przewałkowana tysięcy razy i naprawdę może zaciekawić. Występuje w niej wątek psychologiczny, który jest dobrze rozwinięty, a momentami nawet przyprawia o szybsze bicie serca. Tajemniczy Dean może zagrać nam na nerwach, albo sprawić, że poczujemy od samego początku dziwne uczucie, które podpowiada nam, że powinniśmy go przepędzić z życia bohaterki. Podobało mi się to, że teraźniejs zość autorka przeplata z przeszłością. Dzięki temu czytelnik jest w stanie bardziej zrozumieć Claire i jej postępowanie. A czasami naprawdę nie rozumiałam tej kobiety.  

"Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca."

Podsumowując. Gwiazdy, które spłonęły jest historią o niespełnionych ambicjach, o idealnej rodzinie, która nie jest tak idealna jakby się wydawało, o dawnej miłości, która może rozpalić żar w każdej chwili życia bohaterki oraz o tym, że całe nasze życie może runąć w każdej sekundzie. Osobiście mi nie przypadła ona do gustu. Męczyłam się podczas czytania i czasami robiłam sobie kilka dni przerwy. Być może to kwestia gustu, a może czegoś innego. Myślę jednak, że książka dla miłośników tego gatunku może być jak najbardziej świetna. 


Ocena: 4/10



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!


Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 9 października 2017

26. Przedpremierowo! Lab girl - Hope Jahren

Okładka książki Lab Girl. Opowieść o kobiecie naukowcu, drzewach i miłościTytuł: Lab girl
Autor: Hope Jahren
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 21 PAŹDZIERNIKA 2017 R.
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik



Nie mam zamiaru ukrywać, że rozszerzona biologia nie jest moim ulubionym przedmiotem - zwłaszcza, kiedy w roli głównej góruje ekosystem, roślinność. Po prostu nienawidzę pogłębiać w tym swoją wiedzę, ponieważ zdecydowanie bardziej interesuję się genetyką, czy anatomią człowieka. Istnieje jeszcze jedna rzecz, której nienawidzę tak samo jak nauka związana z roślinnością - uczenia się o tym ze szkolnych podręczników. Dlatego postanowiłam, że będę pomagać sobie książkami związanymi z tą tematyką (np. Sekretne życie drzew). Przeglądałam więc różne strony związane z tego typu książkami i trafiłam na Lab girl. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że mam okazję dostać egzemplarz do recenzji od razu się zgodziłam. Pomyślałam, że będzie to coś przyjemnego z pożytecznym... 

Opowieść o kobiecie, która w bardzo młodym wieku zakochała się w botanice. Jako mała dziewczynka przebywała w laboratorium swojego ojca i z fascynacją pogłębiała swoją wiedzę dotyczącą świata roślin, gleb i nasion. Autorka opisuje w książce również swoje wzloty i upadki. Pokazuje swoją determinację oraz to, co można osiągnąć, gdy pielęgnuje się swoją pasję. Dodatkowo Hope Jahren porusza temat ludzkiej przyjaźni i miłości. 

"Miłość i nauka są do siebie podobne pod tym względem, że nigdy nie idą na zmarnowanie."

Już na samym początku spodobał mi się styl pisania autorki. Jest lekki i przede wszystkim czytelnik może poczuć się tak, jakby to on rozmawiał z Hope Jahren. Myślę, że to zdecydowany plus jeżeli chodzi o taki gatunek literatury. Autorka w ciekawy sposób wprowadza nowe wątki ze swojego życia. Z ciekawością można obserwować jej życie, które kręci się wokół botaniki. Książka rozkręca się z każdym kolejnym rozdziałem. Nabiera jaskrawszych barw, kiedy w życiu kobiety pojawia się mężczyzna o imieniu Bill. W tym momencie jesteśmy świadkami wędrówki dwójki naukowców, między którymi zaczyna kwitnąć romans. 

"Ludzie są jak rośliny: rosną w stronę światła. Wybrałam nauki przyrodnicze, ponieważ dawały mi to, czego potrzebowałam: dom w dosłownym tego słowa znaczeniu, czyli z definicji bezpieczne miejsce."

Muszę przyznać, że czytając tę książkę można odpłynąć w zupełnie inny świat. Atmosfera tej pozycji jest naprawdę magiczna. Nie wiem czy to dobre określenie, ale osobiście, gdy czytałam Lab girl czułam się tak, jakbym miała odpłynąć w miejsce gdzie panuje kompletna cisza, a jedyne co mogę robić, to skupić się na roślinności. To było po prostu niesamowite. Jednak muszę przyznać, że w bardzo wielu momentach musiałam odpocząć kilka minut od książki, ponieważ najzwyczajniej w świecie czułam znużenie. Tak jak wspominałam - ta tematyka nie jest po prostu dla mnie. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest godna polecenia, zwłaszcza osobom, które gustują w takiej tematyce. 



Ocena: 7/10 



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!


Wydawnictwo Kobiece

piątek, 29 września 2017

25. Dary Anioła. Miasto kości - Cassandra Clare

Okładka książki Miasto kościTytuł: Miasto kości
Autor: Cassandra Clare
Cykl: Dary Anioła
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 28 sierpnia 2013 r.
Ilość stron: 512
Kategoria: fantastyka



Doskonale pamiętam szał, który wywołała książka spod pióra Cassandry Clare. Był to czas, kiedy jeszcze nie za bardzo przepadałam za czytaniem książek odpowiednich do mojego wieku. Abyśmy się dobrze zrozumieli - unikałam szerokim łukiem książki młodzieżowe, zwłaszcza fantastykę. A kiedy w owej fantastyce pojawiał się romans, to już w ogóle miałam ochotę spalić taką książkę. Jednak nadszedł moment, że zobaczyłam całą serię na półce w bibliotece. Stwierdziłam, że czas najwyższy ogarnąć o co tak naprawdę chodzi. Dlaczego wszyscy to tak kochają? Wypożyczyłam. Przeczytałam. I do tej pory wracam do niej z bardzo miłą chęcią. 

Clary jest zwykłą nastolatką, która mieszka ze swoją mamą. Nie ma ojca, bo jak jest przekonana, zginął on dawno temu. Jednak nie są kompletnie same. Clary ma przy sobie wiernego przyjaciela Samona, a mama Jocelyn - matka Clary - ma ciągłe wsparcie z Luke'u (wybaczcie, jeżeli źle to odmieniłam). Spokojne życie nastolatki wywraca się do góry nogami, kiedy w jednym z klubów widzi dziwną paczkę ludzi, którzy dokonują morderstwa na dziwnej postaci. Od tamtej pory Clary zostanie wciągnięta w dziwny wir jeszcze dziwniejszych historii. 

"W tym momencie drzwi się otworzyły, a Jocelyn wydała cichy okrzyk.
– Jezu!
– To tylko ja – odezwał się Simon. – Choć już mi mówiono, że podobieństwo jest uderzające."

Do tej pory pamiętam jak całymi dniami siedziałam nad każdą częścią tego cyklu. Pierwszy tom wciągnął mnie na tyle mocno, że nie potrafiłam się od niego odciągnąć nawet w nocy. Pamiętam te krzyki rodziców, kiedy zamiast smacznie spać ja leżałam pod kołdrą z latarką czołową taty i przewracałam kolejne kartki. Miasto kości jest zdecydowanie tą książką, która może cię rozbawić, wzruszyć, zirytować i wkurzyć na maksa za jednym razem. Jest nieprzewidywalna (no dobra, są małe wyjątki), ciekawa i przede wszystkim autorka wplata w prawie wszystkie sytuacje jakieś śmieszne dialogi, czy zdarzenia. To naprawdę pomaga w odbiorze. Do tej pory zdarza mi się parsknąć śmiechem, kiedy czytam powalające wypowiedzi Jace'a. 

"[...]
– Zgadywałeś? Musiałeś być dość pewien, zważywszy na to, że mogłeś mnie zabić.(...)
– Byłem pewny na dziewięćdziesiąt procent.
– Rozumiem.
Ton jej głosu sprawił, że Jace obrócił się i na nią spojrzał. Spoliczkowany, aż się zachwiał. Złapał się za twarz, bardziej z zaskoczenia niż z bólu.
– Za co to było, do diabła?
– Za pozostałe dziesięć procent – powiedziała Clary."

Polecam książkę każdemu, kto jest spragniony lekkiej, przyjemnej w odbiorze, ale również ciekawej i wciągającej pozycji. Pomimo tego, że jest to książka skierowana do młodzieży, to myślę, że nawet tym starszym przypadnie ona do gustu. Moim zdaniem jest to historia oryginalna i odbiegająca od typowych młodzieżówek o wampirach, których w tamtych czasach (czyt. lata 2010-1014) było od groma. Świat przedstawiony przez Cassandrę Clare to świat Nocnych Łowców, ale znajdziemy w niej także wiele innych stworzeń. Uważam, że Clare zrobiła kawał dobrej roboty, dlatego z przyjemnością wracam po kilka razy do świata Clary. Po prostu - jeżeli ktoś jeszcze nie czytał - polecam z całego serca! 



Ocena: 10/10

wtorek, 26 września 2017

Coraz bliżej święta... W Wydawnictwie Kobiecym już pachnie świętami! - zapowiedzi książek + notka

Pomimo tego, że mamy dopiero koniec września Wydawnictwo Kobiecie już myśli o najlepszym (tak myślę) czasie drugiej połowy roku. Święta Bożego Narodzenia to nie tylko okazja do spędzenia czasu z rodziną, zadumy nad tym pięknym cudzie w Betlejem, ale również czas do obdarowywania siebie nawzajem skromnymi prezentami. 

A skoro mowa o prezentach, to uważam, że dla nas - książkoholików - oczywiście najlepszymi prezentami są książki. Chciałabym, abyście zapoznali się z trzema tytułami, którymi będzie można obdarować swoich najbliższych w cudowny czas świąt ;) 

1. Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron

Obraz w treści 1

Kolejna cudna książka bestsellerowego Camerona, autora kinowego "Był sobie pies". Życie Josha wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy w schronisku, poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri.


2. Świąteczne marzenie - Amanda Prowse 

Obraz w treści 2

Urokliwa opowieść o spontanicznym uczuciu, które otula dwoje ludzi w świątecznej scenerii. Meg zawsze marzyła o perfekcyjnych świętach i ma plan takie sprawić swojemu małemu synkowi. Co z tego, że na idealnym obrazku brakuje męża? Jednak kiedy kobieta spotyka intrygującego Edda zaczyna czuć potrzebę mężczyzny przy boku w tym wyjątkowym dniu. Problem w tym, że architekt mieszka aż za oceanem… Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku, pióra niezrównanej Amandy Prowse.


3. Oświadczyny - Tasmina Perry 

Obraz w treści 3

Romantyczna podróż w czasie z olśniewających balów debiutantek w Londynie na przykryte zimowym puchem ulice współczesnego Manhattanu. Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany i zostaje całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Odpowiadając na ogłoszenie o osobę do towarzystwa dla tajemniczej starszej pani, nie spodziewa się, że odkryje namiętną historię, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie. Wkrótce Amy wyrusza do Nowego Jorku w towarzystwie ekscentrycznej Georgii Hamilton. Dystyngowana dama nie tylko zaczyna udzielać dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale odsłania przed nią bolesną historię z przeszłości. Czy miłość to siła tak potężna, aby wzniecić wspomnienia dni, które minęły dawno temu?
















Od razu kilka słów ode mnie... 
Nie da się nie zauważyć, że w ostatnim czasie na blogu pojawiło się bardzo mało recenzji, ale wszystko spowodowane jest szkołą, w której aktualnie mam dużo nauki. Jednakże! Wszystko powoli "ogarniam", więc mogę zapewnić, że blog od października ponownie zacznie tętnić życiem! :) 





sobota, 2 września 2017

24. Trzy i pół sekundy - Amanda Prowse

Okładka książki Trzy i pół sekundyTytuł: Trzy i pół sekundy
Autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 9 czerwca 2017 r.
Ilość stron: 304
Kategoria: literatura współczesna



Na samym początku chcę tylko ogłosić, że tak, wróciłam! Nie było mnie tu cały miesiąc, a wytłumaczenie jest jedno. Chciałam sierpień spędzić na wyjazdach, spotykaniu się z przyjaciółkami i nadrabianiu seriali, tak więc nie przeczytałam absolutnie ani jednej książki... no, po za jednym, małym wyjątkiem. Czasem mam ochotę sięgnąć po coś innego. Nie przepadam, a raczej nie sięgam często po książki typowo kobiece. Jednak, kiedy Wydawnictwo Kobiece zaproponowało mi Trzy i pół sekundy stwierdziłam, że może to być całkiem dobra powieść. I nie myliłam się co do tego ani trochę. 

Grace i Tom to idealne małżeństwo. Tego nie może im zarzucić nikt spoza ich otoczenia. Przykładna matka, która stara się dogodzić dwójce najważniejszych ludzi w jej życiu. Wspaniały ojciec, który nie widzi świata poza swoją maleńką córeczką. Idealnie, prawda? Jednak nikt nie wie, że za kilka dni w ich życiu wtargnie huragan, który zburzy porządek w perfekcyjnym życiu rodziny. 

"Kiwam tylko głową, wyłączam się i nie słucham. Nie dbam o to, przez co przechodzili inni. Nie jestem w stanie. I nikt do końca nie wie, przez co ja przechodzę, nawet jeśli wydaje mu się, że to rozumie." 

Pamiętam uczucie, kiedy zaczęłam czytać tę książkę. Przez kilka stron miałam wrażenie, że jestem tam z tą dwójką ludzi. Przyglądam się Grace, która jest zazdrosna o swoją córkę. Patrzę na Toma, który je ciasteczka przygotowanie przez małą pociechę. Myślę, że to idealnie obrazuje sposób w jaki pisze autorka. Historia również jest bardzo, ale to bardzo ciekawa. Myślę, że nie codziennie można się zetknąć z powieścią dotyczącą choroby jaką jest sepsa. Osobiście byłam bardzo tego ciekawa. I tak, przyznam się. Nie miałam o tej chorobie zielonego pojęcia. Autorka sama przyznała, że właśnie dlatego ta książka powstała. Moim zdaniem był to świetny pomysł, a wykonanie jeszcze lepsze. Szybko się czyta (dobra, czasem miałam momenty, które niesamowicie mi się dłużyły, ale finał był taki, że później leciałam z kartkami i nawet nie zwracałam uwagi na to, że jestem już  w połowie książki), momentami zebrały mi się łzy w oczach, a na koniec nie wiedziałam co ze sobą zrobić. To, co robi z nami autorka powinno być zakazane! 

"Dziś w Wielkiej Brytanii sepsa zabije okołu stu osób. Sto rodzin straci kogoś bliskiego. Rodzin podobnych do mojej, podobnej do Waszej..."

Uwaga! Pytanie do osób piszących recenzje książek! Czy Wy również nienawidzicie "ten uczuć", gdy nie wiesz co masz napisać o danej książce, chociaż szargają Wami tysiące emocji? Bo ja właśnie to odczuwam i mam ochotę wyłączyć komputer i cisnąć nim o ścianę. 

Trzy i pół sekundy to zdecydowanie książka dla każdego. Nieważne czy jesteś w wieku nastoletnim, czy dorosłym. Nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Uważam, że większość powinno po nią sięgnąć. Znajdziemy w niej nie tylko historię perfekcyjnego małżeństwa, które zostało dotknięte tragedią, ta książka nie mówi tylko o Tomie i Grace, którzy próbują ratować to, co zdążyli zbudować. Powieść mówi przede wszystkim o chorobie, która może przytrafić się każdemu. Bez względu na to jacy jesteśmy, jak wyglądamy, ile mamy lat. 

Podsumowując uważam, że Amanda Prowse stworzyła coś pięknego. Ta książka po prostu wyżera z nas wszystkie emocje. Szarga nami, a na koniec pluje nas w twarz i cieszy się tym, że udało jej się nam zniszczyć. Zdecydowanie polecam i zachęcam do jej lektury! 


Ocena: 10/10 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 31 lipca 2017

23. Więzień labiryntu - James Dashner

Okładka książki Więzień labiryntuTytuł: Więzień labiryntu
Autor: James Dashner
Cykl: Więzień labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data wydania: 12 września 2014 r.
Ilość stron: 424
Kategoria: fantastyka/fantasy/science fiction



Swego czasu dużo o niej słyszałam. Była wszędzie. Najpierw książka, potem film. Ekranizacja była świetna, chociaż widziałam ją dopiero rok temu. Jednak kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to nie wiem czy Więzień labiryntu (chodzi mi dokładnie o film) był tak popularny, ponieważ fabuła sama w sobie była ciekawa i oryginalna, czy może dlatego, że główną rolę zagrał Dylan O'Brien. Ja oczywiście nie będę Wam ściemniać i przyznam się, że film obejrzałam tylko i wyłącznie ze względu na aktora, którego swoją drogą pokochałam w serialu Teen Wolf. I mimo że obejrzałam tylko po to, aby sobie na niego popatrzeć, to w połowie zorientowałam się, że film naprawdę mi się podoba. Dopiero później przeczytałam książkę. Nie żałuję. W ogóle. 

Nastoletni Thomas budzi się w małym pomieszczeniu i nie pamięta kompletnie niczego. Po chwili może wyjść na świeże powietrze, ale jednocześnie orientuje się, że znalazł się w dziwnym, przerażającym miejscu. Teren jest otoczony murami, a jedynymi ludźmi tam są chłopcy mniej więcej w jego wieku, którzy posługują się dziwnym językiem. Dopiero później Thomas dowiaduje się, że stał się więźniem w labiryncie, z którego nie ma ucieczki. 

"Był to dziwny i niepokojący widok, zupełnie jakby stał na krańcu wszechświata, i przez krótką chwilę aż zakręciło mu się w głowie." 

Historia zaciekawiła mnie od samego początku. Dosłownie od pierwszych kartek. I tak, najpierw obejrzałam film, ale czytając kolejne strony w książce miałam wrażenie, że, jasne, już to kiedyś widziałam, ale czułam się tak, jakby ktoś opowiadał mi tą samą historię tylko że  winny sposób. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie po raz kolejny jak ekranizacja może różnić się od książki. Styl Jamesa Dashnera jest bardzo przyjemny i nie tylko to ułatwia nam czytanie, ponieważ sama tematyka jest bardzo oryginalna i po prostu ciekawa. Było również kilka momentów, kiedy się roześmiałam, ponieważ śmiesznych sytuacji w książce również nie brakuje. Myślę, że autor zrobił kawał dobrej roboty. 

"Zawrzyj twarzostan."


Jednak największym plusem tej książki jest świat. Po prostu świat, który stworzył ten człowiek. Jeszcze nie spotkałam się z lekturą, w której tak dokładne opisy czytałoby się jak jakąś ciekawą encyklopedię. Przynajmniej ja miałam takie odczucia. Czytałam zdanie za zdaniem i chociaż niektóre momenty były długie, to mijały mi tak szybko, że sama byłam zdziwiona. Zazwyczaj męczę się przy długich oraz szczegółowych opisach - ale nie tym razem. Postacie również są bardzo fajnie wykreowane. Albo kogoś lubisz, albo kogoś nienawidzisz. Właśnie tak najłatwiej ich opisać. 

Nie będę dłużej rozwodzić się nad Więźniem labiryntu. Po prostu - jeżeli czytałeś, to daj znać w komentarzu jak Ci się podobała, a jeżeli nie, to jak najszybciej to nadrób, ponieważ książka jest naprawdę świetnie i ciekawie napisana. Zdecydowanie polecam każdemu. 


Ocena: 8/10 

wtorek, 25 lipca 2017

22. Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu - Regina Brett

Okładka książki Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiuTytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 7 listopad 2012 r.
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Olga Siara
Kategoria: publicystyka literacka i eseje


Bardzo często widziałam ją na półkach w księgarniach, śmigała mi przed oczami w zakładkach "polecane", ale jakoś nigdy nie odważyłam się po nią sięgnąć. Sama nie wiem dlaczego, ale właśnie tak było. Bałam się tego co mogę w niej znaleźć. Dopiero teraz, gdy moje życie wywróciło się do góry nogami jeżeli chodzi o sprawy duchowe, stwierdziłam, że CHCĘ! Chcę to przeczytać! Ale chęć, pozostała jedynie chęcią. Aż do dnia, kiedy odwiedziłam bibliotekę. Odwróciłam się przodem do pierwszego regału i automatycznie sięgnęłam po niebieski grzbiet książki. Okazało się, że w ręku trzymam Bóg nigdy nie mruga. Wreszcie miałam to uczynić... 

Książka składa się z pięćdziesięciu felietonów, które napisane zostały tak naprawdę przez życie autorki. Były one publikowane najpierw w gazecie, ale po pewnym czasie publikacje zamieniły się w książkę. Poza tym na samym początku lekcji było tylko czterdzieści pięć, czyli tyle, ile lat miała wtedy Regina Brett. Każda lekcja dotyczy czegoś innego, ale wszystkie mają ze sobą jedną wspólną rzecz - wszystkie są bardzo motywujące. 

"Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie." 

Na samym początku, nie wiedząc dlaczego, nie mogłam się wgryźć w to, co próbowała przekazać nam autorka. Czytało mi się to szybko, ale tak samo szybko uświadamiałam sobie, że nie mam pojęcia co przed chwilą zdążyłam przeczytać. Kilka razy musiałam wracać się do lekcji, która jest podana na samym początku. Po każdym felietonie musiałam chwilę to przemyśleć, aby po prostu tego nie zapomnieć. Mimo tego uważam, że książka jest bardzo wartościowa. Warto ją przeczytać, ponieważ naprawdę bardzo motywuje, zachęca do pracy nad sobą a jednocześnie autorka dąży do tego, aby każdy z nas akceptował siebie i swoje życie. 

"Ale jeśli spotyka cię w życiu wiele trudności, to znaczy, że jesteś stworzony do tego, żeby im podołać."

Dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, dlaczego nie rozumiem tego co czytam. Goniłam swoje własne myśli. Jestem przyzwyczajona do szybkiego czytania i zazwyczaj nie rozmyślam nad słowami, które pojawiają się na stronach kartek. Chcę po prostu dowiedzieć się: CO DALEJ?! W tym przypadku to tak nie działa. Jest to zdecydowanie najmocniejsza strona tej książki. Rozdziały, czyli lekcje, są bardzo krótkie. Niektóre spisane zostały jedynie na niecałych trzech stronach, ale to nie zmienia faktu, że podczas ich czytania powinno się zatrzymać. Zwolnić. Pomyśleć. Uświadomić sobie coś. Bóg nigdy nie mruga zaczęłam czytać w ciszy, gdy byłam sama w domu. Od razu zauważyłam zmianę. Musiałam przemyśleć to, co próbuje przekazać nam autorka. Zrozumieć po swojemu. Kilka razy złapałam się na tym, że kompletnie nie rozumiałam przytoczonej historii, ale kiedy chwilę nad nią pomyślałam waliłam sobie otwartą dłonią w czoło i śmiałam się sama z siebie. "Jak mogłaś tego nie zrozumieć?". 

Książka zdecydowanie dla wszystkich. Dosłownie. Nieważne czy wierzysz, czy nie. Moim zdaniem tytuł jest dosyć... nietrafny? Nie wiem jak to nazwać, ale po przeczytaniu go można wysnuć wnioski, że jest to kolejna książeczka dla osób wyznających Boga i Jego Syna. Otóż nie! (No dobrze, czasem wspomina o Bogu) Lekcje uczą wszystkiego: jak pokochać siebie, jak oszczędzać, jak zadbać o swoją przyszłość, jak pogodzić się z sytuacją, która poszła kompletnie nie po naszej myśli. Wszystko, naprawdę wszystko znajduje się w tej dosyć cienkiej książki jak na taką tematykę. Uważam, że każdy z nas powinien ją przeczytać. Sprawia, że się uśmiechasz i zauważasz jakie błędy popełniasz w swoim codziennym życiu. Po prostu: POLECAM. 

"Wierzę w słońce, nawet gdy nie świeci. Wierzę w miłość nawet gdy jej nie czuję. Wierzę w Boga nawet gdy milczy."


Ocena: 8/10

wtorek, 18 lipca 2017

[21] Outliersi - Kimberly McCreight

Okładka książki OutliersiTytuł: Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Wydawnictwo: Czarna owca
Data wydania: 11 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 384
Kategoria: literatura młodzieżowa


Książka na samym początku roku niejednokrotnie śmignęła mi gdzieś przed oczami podczas oglądania booktuberów, ale wtedy były to jeszcze wydania recenzenckie. Jednak od razu wam przyznam, że gdy tylko pierwszy zobaczyłam tę piękną okładkę na kanale Mai K. pomyślałam - ja muszę to przeczytać! Szczerze mówiąc właśnie grafika książki wszystko załatwiła. Zanim przeczytałam opis znajdujący się na tyle książki, to już miałam zakodowane gdzieś z tyłu głowy, że po prostuję muszę! Muszę to mieć. A jednak mimo tego do tej pory Outliersi nie znaleźli miejsca na mojej półce. Może niedługo się to zmieni. Ale na ten moment mogłam delektować się historią spisaną na niespełna czterystu stronach dzięki swojej przyjaciółce, która była taka miła, aby mi ją pożyczyć. Zuziu, dziękuję! 

Wylie to nastolatka, która kilka miesięcy temu straciła swoją matkę w wypadku samochodowym przez co pozostaje jej jedynie ojciec wraz ze starszym bratem. Główna bohaterka jest typową dziewczyną, którą możemy poznać w wielu innych książkach. Jest zagubiona po stracie bliskiej osoby, cicha, pod kontrolą psychologa, boi się wyjść na dwór i na domiar złego straciła kontakt ze swoją najlepszą przyjaciółką. Wylie mogłaby wydawać się miękką dziewczyną. Nastolatka, która boi się wyzwań i chowa się w swoim pokoju. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy w jej domu pojawia się roztrzęsiona matka byłej przyjaciółki. Dziwne zniknięcie Cassie powoduje, że Wylie musi opuścić mury domu z największym dupkiem w szkole, jednocześnie łamiąc zakaz ojca. Później dochodzi do wniosku, że nikomu już nie można ufać. 

"Ciągle słyszę, że jestem zbyt wrażliwa i za bardzo się przejmuję. W dodatku nie tym, czym należy się przejmować."

Książka na samym początku jakoś mnie nie wciągnęła. Być może miał na to wpływ wstęp, który moim zdaniem był trochę za długi. Rozważania głównej bohaterki na temat tego jak zmieniło się jej życie i zachowanie jej ojca po śmierci matki najzwyczajniej w świecie mnie irytowały. Na całe szczęście nie musiałam długo czekać,  aby cokolwiek się zadziało. Uważam, że książka była bardzo dobra i nie rozumiem złych opinii na jej temat na platformie lubimyczytac.pl. Naprawdę naczytałam się tam tak wiele negatywów, że w pewnym momencie pomyślałam, że to ze mną jest coś nie tak, skoro mi osobiście bardzo przypadła do gustu. 

Historia Wylie i Jaspera jest ciekawa i wciąga od samego początku. Tajemnicze esemesy wysyłane przez ich wspólną przyjaciółkę dodają tylko nutę niepewności całej sytuacji. Autorka ma luźny styl pisania dzięki czemu nie musimy czytać długich opisów najzwyklejszej czynności. Czyta się ją szybko i muszę przyznać, że kilka razy podczas czytania wydałam z siebie takie głośne "że co?!", że kilka razy mama wpadła do pokoju spytać się co tak bardzo mnie wkurzyło. Hm, może nie wkurzyło co zszokowało. Bo muszę Wam przyznać i powiedzieć zupełnie szczerze, że po połowie historii pogubiłam się i już sama - tak samo jak główna bohaterka - nie wiedziałam komu i w co można wierzyć. Było również kilka momentów, podczas których mogłam poczuć ten sam strach, który czuła Wylie. *spoiler* Od razu przychodzi mi do głowy moment, w którym nastolatka wraz z Jasperem jechała autem z małżeństwem, które od razu wydało się zbyt podejrzane. Kiedy Wylie zorientowała się, że w nosidełku wcale nie ma dziecka poczułam ciarki na plecach, chociaż to tylko książka! To świadczy chyba najlepiej o autorce i jej stylu pisania. *koniec spoilera* 

Gdy próbuję wymyślić cokolwiek do czego mogę się przyczepić, to od razu myślę o podobieństwie do "Black Ice", chociaż tego chyba nie można podciągnąć jako minus. Po prostu do połowy książki nie mogłam przestać myśleć, że przypomina mi właśnie wyżej wymienioną książkę. Absolutnie nie wpływa to jednak na to, że Outliersi to świetna powieść, który musi przeczytać chyba każdy! Jedyne do czego mogę się przyczepić to zakończenie. Pod koniec miałam wrażenie, że czytelnik został przygnieciony tyloma nowymi informacjami, że momentami po prostu się gubiłam. Nikt nie był tym za kogo się podobał, co działało jako plus, ponieważ zwroty akcji lubi chyba każdy książkocholik, ale  z drugiej strony działało też jako minus. Dużo nie zawsze znaczy lepiej. 

"Czy nie po to mamy najlepszych przyjaciół? Żeby byli przy nas, kiedy jest nam ciężko?"

A więc (nie zaczyna się tak zdania, wiem) jeżeli mam powiedzieć w wielkim ogóle o tej książce, to powiem tyle, że bardzo mi się podobała i polecam ją każdemu. A zwłaszcza tym, którym do gustu przypadł "Blac Ice", ponieważ jak pisałam wyżej jest pisana w podobnym stylu. Ja się porwałam w wir wydarzeń, w które wpadła Wylie wraz z Jasperem. Godziny spędzone z tą książką zaliczam do jak najbardziej udanych. 


Ocena: 8/10 




piątek, 14 lipca 2017

[20] Przedpremierowo! Skaza - Zbigniew Zborowski

Okładka książki SkazaTytuł: Skaza
Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 31 lipiec 2017 r.
Ilość stron: 336
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał


Tytuł książki pojawił się w jednej z wiadomości od wydawnictwa znak, które zaproponowało mi, abym zrecenzowała pozycję przed jej premierą. Wtedy pomyślałam sobie, czemu nie? Skoro mam okazję, to z chęcią to zrobię! Zadowolona odpisałam krótką wiadomością i już tydzień później w swoich rączkach trzymałam przedpremierowy egzemplarz Skaza. Chyba nie muszę mówić, że byłam bardzo, ale to bardzo podekscytowana. Każda, nawet jednorazowa, współpraca cieszy każdego blogera - a o tym już chyba wszyscy dobrze wiemy. 

Cieszyłam się jeszcze z jednego powodu. Od pewnego czasu próbuję wyjść z zamkniętej przestrzeni książek, które czytam. Chcę wyłamać się ze schematu i spróbować czegoś innego. Uznałam, że kryminał będzie dobrym początkiem. W końcu wszyscy lubią kryminały. Agata Christie, Katarzyna Bonda, Remigiusz Mróz ostatnio królują w sferze książkowej. Miałam więc nadzieję, że ja również wciągnę się w świat morderstw i intryg. 

Ale o co w ogóle chodzi? Historia zaczyna się w czasach przedwojennych. Jesteśmy świadkami tajemniczego odkrycia polskiego naukowca. Później dowiadujemy się o śmierci niejakiego Bola, której przyczyną był wybuch we Lwowie przy Katedrze Fizyki Eksperymentalnej. Kilkadziesiąt lat później Bartosz Konecki przejmuje śledztwo w sprawie zamordowania młodej kobiety w jej własnym mieszkaniu. Biorąc pod uwagę fakt w jaki sposób zostało ona zamordowania, wszyscy są zgodni. Mordercą musiał być fachowiec. 

Chciałabym napisać dużo o tej książce, ale (znowu...) kompletnie nie wiem co. Tylko tym razem jest to spowodowane tym, że nie mam o niej konkretnego zdania. Przyznaję się bez bicia - odpadłam w połowie historii. Po prostu nie mogłam. Nie mogłam dalej się z tym męczyć. Nie mam zielonego pojęcia co jest tym spowodowane, ale jedno muszę zaznaczyć. Na pewno nie mogę uznać tej książki za całkowicie beznadziejną

Autor ma przystępny styl pisania, dlatego powinno czytać się to zdecydowanie szybko. Ja jednak miałam małe problemy z wciągnięciem się w historię. Kilka razy stało się tak, że byłam czymś zainteresowana i przerzucałam kartki z nadzieją, że zaraz znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania, ale po chwili ten zapał gasł. Historia moim zdaniem jest taka sobie. Autor przeskakuje pomiędzy czasem wojny, a teraźniejszością, ponieważ jak mogę się domyślić wszystko będzie ze sobą powiązane i myślę, że ten motyw może się komuś spodobać, ale zdecydowanie nie mi. Irytowało to mnie strasznie i sprawiało, że po czymś takim miałam ochotę odstawić książkę w kąt i już nigdy do niej nie wracać. 

Ale książka nie ma samych minusów oczywiście. Podobały mi się wykreowane sylwetki bohaterów. Podkomisarz Jola Bończak bardzo przypadła mi do gustu. Uwielbiam tak wykreowane kobiety w książkach. Są zdecydowanie lepsze od spokojnych, szarych myszek, które możemy znaleźć praktycznie w każdej książce. 

Podsumowując. Uważam, że Skaza jest nie banalną historią kryminalną, która może spodobać (a raczej na pewno) fanom kryminałów. Mnie natomiast Zbigniew Zborowski w ogóle nie porwał i nie czułam tej ekscytacji podczas kartkowania jego nowego dzieła. Myślę, że to po prostu kwestia gustu. Polecam ją zdecydowanie osobom, które lubują się w takich tematykach, ponieważ (tak mi się zdaje) to, co zaoferował nam autor jest czymś nowym. Tak więc kończąc. Fani kryminałów będą mieli kolejną dobrą pozycję do przeczytania, przeciwnicy kryminałów, no cóż, mają tysiące innych premier, na które mogą czekać. 


Ocena: 4/10 

poniedziałek, 10 lipca 2017

[19] Zayn - Zayn Malik

Okładka książki ZaynTytuł: Zayn
Autor: Zayn Malik
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 9 listopada 2016 r.
Ilość stron: 296
Tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik


TA OKŁADKA JEST CUDOWNA - pierwsze co przyszło mi na myśl, kiedy dodałam do koszyka autobiografię na stronie internetowej. Byłam podekscytowana tym, że w końcu będę miała ją na swojej półce w pokoju. Jestem fanką zespołu, który już niestety nie istnieje, tak mówię o One Direction (szok, niedowierzanie) a więc co za tym idzie uwielbiam każdego z jego członków. Mimo wszystko moje serce na dobre porwał Zayn, który swoją decyzją o odejściu z pięcioosobowego składu totalnie mnie złamał. Ale szybko się pozbierałam i doszłam do wniosku, że jeżeli sam o tym zdecydował, to najwidoczniej była to dla niego najlepsza decyzja. 

Sama nie wiem co chciałabym napisać o tej książce. Na pewno trzeba przyznać Malikowi, że się przed nami otworzył. Nie spodziewałam się takiej dawki informacji jaką dostałam przy czytaniu tej książki. Już na samym początku zaszkliły mi się oczy i po chwili musiałam biec do pokoju po chusteczki. Nie mogłam znieść akapitów, gdy pisał o zespole i o tym jak źle mu momentami w nim było. Dopiero w takich okolicznościach człowiek dowiaduje się jak naprawdę wygląda życia jego idola. Mnie to na początku zszokowało, ale później, gdy zaczęłam czytać kolejne strony zaczęłam go rozumieć. Jestem przekonana, że każdy z nas gdyby był na miejscu jakiejkolwiek osoby publicznej po wszystkim miałby serdecznie dość. Także chociaż to było bolesne, to staram się zrozumieć jego postępowanie. 

"Chciałem w studiu śpiewać słowa, które do mnie przemawiają, a nie jedynie powtarzać wersy napisane przez innych." 

Uważam, że Zayn przyłożył się do napisania tej książki (o ile w ogóle sam ją pisał). Wyjaśnił w niej wiele kwestii, które interesowały i intrygowały fanów na całym świecie. Opowiedział w niej wszystko czego nie mógł powiedzieć będąc w zespole. Jako fanka jestem z niego dumna, jakkolwiek to w tej chwili brzmi. Ukrywał to, że One Direction nie było w jego typie, śpiewał nie to, co chciał, więc w końcu podjął bardzo odważną decyzję, aby iść własną solową drogą. Jestem bardzo szczęśliwa, że w tym momencie, w którym się znalazł może spokojnie powiedzieć, że robi to, co naprawdę kocha i nikt nie stawia przed nim przeszkód. Historia, która zamieszczona została na kartkach papieru daje czytelnikowi do zrozumienia. A zwłaszcza  fanom, którzy oskarżali Zayna o egoizm po odejściu z 1D. Książka otwiera oczy wszystkim, którzy kiedyś z wyczekiwaniem siedzieli przed komputerem, aby obejrzeć najnowszy teledysk tych pięciu głupków. Cieszę się, że ją przeczytałam i myślę, że niejednokrotnie do niej wrócę. 

Wtrącę jeszcze coś, co bardzo mi się spodobało podczas czytania książki. Wszystkie piosenki, które zdołał do momentu wydania książki napisać  i nagrać Zayn zostały w pewien sposób objaśnione na stronach autobiografii. Gdzieś pomiędzy rozdziałami pojawia się tytuł piosenki, a pod spodem krótka notka odnosząca się do dzieła. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, ponieważ fani mogą lepiej zrozumieć to, co chciał przekazać Zayn podczas śpiewania danej piosenki. 

Oprócz tego, że myśli, które Zayn przelał na papier są bardzo osobiste i trafiają do serca, to chciałabym pozachwycać się jeszcze na samym wydaniem. CO TO BYŁO! Jeszcze nigdy nie miałam w ręku tak pięknej i wprost idealnej autobiografii. Bardzo podoba mi się oprawa graficzna. Czcionka jest przystępna dzięki czemu szybko się czyta i jednocześnie nie męczy się przy tym wzrok. Zdjęcia, które zostały zamieszczone w książce wielokrotnie spowodowały, że moje serce waliło z niewyobrażalną prędkością. Zdecydowanie Wydawnictwo Otwarte zrobiło tutaj kawał znakomitej roboty - moje oczy dzięki wam w końcu są szczęśliwe! 

"Patrząc z dystansu, uświadamiam sobie, że będąc częścią One Direction, miałem okazję zrozumieć, że właśnie tego potrzebuję - odnaleźć własne brzmienie." 

O tej książce mogłabym pisać jeszcze wiele, i wiele, i wiele... Ale nie na tym tu to polega. Zayn zdecydowanie nie jest dla każdego. W tym momencie mogę jedynie powiedzieć, że wszystkich, którzy kiedykolwiek wspierali One Direction lub, którzy wspierają Zayna Malika w karierze solowej odsyłam właśnie do tej autobiografii. Natomiast wszyscy inni, którzy nie przepadają ani za zespołem, ani za Malikiem muszę zostawić z pustymi rękoma. Tak to już z biografiami bywa... 


Ocena: 10/10 

piątek, 7 lipca 2017

[18] Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta - Dawid Sierakowiak

Okładka książki Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego gettaTytuł: Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta
Autor: Dawid Sierakowiak
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 25 marca 2015 r.
Ilość stron: 400
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik


Pamiętam jak chodziłam w kółko bez sensu po Empiku i szukałam książki, która zainteresuje mnie na tyle, że bez zastanawiania pomaszeruję z nią do kasy. Miałam wtedy dowolny wybór, ponieważ zbliżały się święta, więc mogłam wybrać jedną książkę nie zważając kompletnie na cenę. Chodziłam, krążyłam, przeglądałam dosłownie każdą półkę aż w końcu trafiłam na dział historia. Była duża i wyglądała jak poniszczony dziennik. Sięgnęłam. I mimo że takie książki omijam szerokim łukiem, to wtedy od razu stwierdziłam, że to właśnie ją chcę. A potem spojrzałam na cenę... Wszystko rozumiem, ale prawie 90 złotych za czterysta stron w twardej okładce, to zdecydowanie przesada. Później ją odłożyłam i kompletnie zapomniałam. 

Minęło sporo czasu aż podczas przeglądania dyskontów książkowych rzuciła mi się w oczy. Miała przystępną cenę, więc mogłam w każdej chwili rzucić ją do koszyka. Jednak długo się nad tym zastanawiałam. Nie ukrywam (i nawet już chyba kiedyś o tym pisałam), że omijam takie książki łukiem z dwóch powodów. Jeden jest taki, że przeraża mnie to, co mogę znaleźć na kartkach tych książek. Wszyscy dobrze wiemy co działo się na świecie w czasie II Wojny Światowej i do czego byli zdolni hitlerowcy. Natomiast drugi powód jest taki, że się boję. Po prostu się boję, że kiedykolwiek przyjdzie mi przeżyć coś takiego. Zwłaszcza teraz, kiedy obserwujemy te niepokojące sytuacje, które mają miejsce od kilku lat nie tak daleko od naszej granicy. W każdym razie, zebrałam się w sobie i zamówiłam Dziennik

Dawid Sierakowiak (wybaczcie, ale nie pamiętam dokładnie) miał bodajże siedemnaście lat, kiedy w maju 1939 zaczął zapisywać swoje przemyślenia na kartkach zeszytu. Był w moim wieku, więc tym bardziej nie mogłam się nadziwić jaki był z niego inteligentny i mądry chłopak. Interpretował wszystkie wiadomości, jakie do niego docierały. Myślał trzeźwo a jego zapiski niejednokrotnie przyprawiały mnie o mrowienie na plecach. Czułam się okropnie, czytając jego zeszyty ze świadomością, że Dawid prawdopodobnie nie spodziewał się tego, że kilkadziesiąt lat po wojnie jego dziennik rozpowszechni się po całej Polsce. Sama nie wiem dlaczego miałam takie odczucia. Miałam wrażenie, że weszłam w jego intymną strefę. Przecież nikt z nas nie lubi, gdy ktoś inny zagląda w nasze pamiętniki - jeżeli takowe posiadamy. 

Pomijając jednak ten fakt... Dalej nie mogę wyjść z podziwu odwagi i inteligencji tego chłopaka. Zapiski od września 1939 przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie tego jak wtedy wyglądało życie. Jak wyglądała codzienność, kiedy hitlerowcy wkroczyli do naszego kraju i zaczęli się strasznie panoszyć. Dzięki Dziennikowi mogłam przenieść się do lat okupacji i wpaść w wir życia codziennego, które było przesiąknięte strachem o życie własne i najbliższych. Myślę, że żaden film nie opisze tego, co działo się w Polsce, kiedy rozpoczęła się II WŚ. 

"Nie zmyje bowiem największa ulewa rozdartego zupełnie serca i nic nie zasklepi tej odwiecznej pustki w duszy, mózgu, umyśle i sercu, jaka powstaje po utracie najukochańszego człowieka, który kocha swe życie tak jak i ja."

Kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że chociaż mam dużo do powiedzenia o tej książce, to kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać. Już mam wrażenie, że to co napisałam wyżej jest trochę chaotyczne. Ale to trzeba przeczytać, aby zrozumieć co mną kierowało podczas pisania tego tekstu. 

Przyznaję się, że chociaż zapiski bardzo mnie interesowały, to czytałam tę książkę naprawdę długo. Zajęło mi to co najmniej kilka miesięcy, ponieważ nie byłam w stanie znieść tego, co czytałam na stronach książki. Myślę, że to zależy też od każdego z nas i od naszej psychiki. Każdy przyjmuje różne rzeczy zupełnie inaczej. Ja nie potrafiłam usiąść do tej pozycji i przeczytać ją "na raz", ponieważ po prostu nie mogłam. Nie potrafiłam. 

I w tym momencie napotykam kolejny dylemat. Zazwyczaj pod koniec recenzji piszę czy polecam tę książkę, czy warto po nią sięgnąć, czy raczej możecie ją sobie odpuścić. W tym momencie nie mam zielonego pojęcia co zrobić. W pewnym sensie chcę ją polecić, ale z drugiej strony wiem, że być może wiele z Was wcale się tym nie interesuje, lub ma swoje powody, dla których za takie książki nie sięga. Ujmę to może w ten sposób, że osobiście uważam, że powinniśmy czytać takie książki. Myślę, że zdajemy sobie sprawę z tego, że Polacy są uważani za naród, który dba o swoją historię i chyba chcemy, aby dalej tak o nas myślano. Przynajmniej dla mnie jest to dość miłe. Tak więc myślę, że powinniśmy znać takie książki, ale oczywiście nic na siłę. Jeżeli chodzi o mnie - przeczytałam i nie żałuję. Decyzję o podjęciu się "wyzwania" i przeczytania tej książki pozostawiam już tylko i wyłącznie Wam. Zostaje mi jedynie cicha nadzieja, że jednak kiedyś chwycicie za tę pozycję. 


Ocena: 10/10 

poniedziałek, 3 lipca 2017

[17] Propozycje czytelnicze na wakacje!

Sama nie wiem dlaczego dodaję tego posta tak późno. Wakacje trwają już ponad tydzień, a ja dopiero teraz obudziłam się, że mogłabym podać kilka swoich tytułów, które moim zdaniem idealnie nadają się na wakacje. W sumie jakby się nad tym głębiej zastanowić, to nigdy za późno na takiego typu wpisy. Tak więc zacznijmy... 


Znalezione obrazy dla zapytania arabska żonaOd wyjazdu do ciepłego kraju wraz z Dorotą z powieści Tanyi Valko "Arabska żona". Czytałam ją kilka lat temu w okresie przedwakacyjnym, kiedy ostatnie dnie w szkole spędzałam właśnie z tą książką za oknem prażyło słońce, a termometry pokazywały prawie czterdzieści stopni Celsjusza. Pamiętam, że idealnie zgrywało się to z upałami, które przeżywała główna bohaterka książki w Libii. Poza tym warto dodać, że cykl "Arabska żona" posiada 5 tomów oraz 3 oddzielne tomy opowiadające o wyjazdach do Azji. Moim zdaniem książki jest dobra i nie da się przy niej zanudzić. Z czystym sercem mogę ją polecić szczególnie dziewczynom i kobietom. A kiedy już odwiedzicie Libię polecam.... 



Okładka książki Slumdog. Milioner z ulicyUdać się na pełną wrażeń wycieczkę po Indiach razem z Ramem z książki Vikasa Swarupa "Slumdog. Milioner z ulicy". Recenzja tej książki znalazła się już na moim blogu. Będę mówiła o tej książce cały czas. Moim zdaniem Swarup napisał bardzo dobrą książkę, którą powinien znać każdy. Nie ze względu na wartości, ale ze względu na to, aby każdy z nas uświadomił sobie, że wszystko to co robimy, czy przeżywamy zostawiała jakiś ślad na nas samych. Myślę, że okres wakacji to idealny moment, aby porwać się w wir przygód głównego bohatera. Zaraz po tym, gdy okaże się, że wygracie w teleturnieju miliard rupii polecam udać się... 

Znalezione obrazy dla zapytania trzy metry nad niebem książka
Okładka książki Galop ’44

Trzy metry nad błękitne niebo, aby przeżyć gorący romans z chłopakiem, za którym szaleją prawie wszystkie dziewczyny w okolicy. Powieść "Trzy metry nad niebem" jest idealną lekturą wakacyjną dla nastolatek, które marzą właśnie o takiej miłości jaka połączyła dwóch głównych bohaterów tej książki. Ja się przyznaję! Chociaż nie jestem typem dziewczyny, która chce jak najszybciej poznać swoją drugą połówkę, to czytając tę książkę czułam ukłucie zazdrości. Kto by nie czuł? Zaraz po tym jak w końcu wylądujecie na ziemi zapraszam do metra, które przewiezie Was do... 



Warszawy 1944 roku w sam wir wydarzeń z powstania Warszawskiego. "Galop 44" jest pierwszą książką dla młodszych odbiorców, która opowiada o poczynaniach ludzi w czasie wojny. Motyw podróżowania w czasie w tym kontekście bardzo mi się spodobał i stwierdziłam, że wakacje, to chyba najlepszy moment, aby udać się na taką "wycieczkę" wraz z Mikołajem i Wojtkiem. Jestem przekonana, że to o wiele bardziej przyjemniejsza lekcja historii, niż ta w szkolnej ławce. A kiedy już będziecie mieli dość i wrócicie do roku 2017 jedźcie w... 



Okładka książki Wakacje z duchamiOdwiedziny waszej cioci, ale uważajcie, bo mogą tam straszyć duchy. Adam Bahdaj swoją książką pt. "Wakacje z duchami" zachwycił mnie, gdy miałam może dziesięć lat. Pamiętam do tej pory jak czytałam książkę z nadzieją, że na kolejnej stronie znajdę rozwiązanie zagadki. Świetna zabawa gwarantowana - chociaż książka jest skierowana do młodszych czytelników. Polecam każdemu bez względu na to ile masz lat. Po prostu przeczytaj, a potem... 





Baw się dobrze! Pamiętaj, że wakacje trwają tylko dwa miesiące, więc w porównaniu do szkoły jest to mało czasu na odpoczynek. Nie samymi książkami człowiek żyje i chociaż dla nas miłośników książkowych jest to praktycznie nie do powstrzymania, to zachęcam Was do aktywnego spędzenia wakacji! Miłego wypoczynku! :)




Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia