Autor: James Dashner
Cykl: Więzień labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data wydania: 12 września 2014 r.
Ilość stron: 424
Kategoria: fantastyka/fantasy/science fiction
Swego czasu dużo o niej słyszałam. Była wszędzie. Najpierw książka, potem film. Ekranizacja była świetna, chociaż widziałam ją dopiero rok temu. Jednak kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to nie wiem czy Więzień labiryntu (chodzi mi dokładnie o film) był tak popularny, ponieważ fabuła sama w sobie była ciekawa i oryginalna, czy może dlatego, że główną rolę zagrał Dylan O'Brien. Ja oczywiście nie będę Wam ściemniać i przyznam się, że film obejrzałam tylko i wyłącznie ze względu na aktora, którego swoją drogą pokochałam w serialu Teen Wolf. I mimo że obejrzałam tylko po to, aby sobie na niego popatrzeć, to w połowie zorientowałam się, że film naprawdę mi się podoba. Dopiero później przeczytałam książkę. Nie żałuję. W ogóle.
Nastoletni Thomas budzi się w małym pomieszczeniu i nie pamięta kompletnie niczego. Po chwili może wyjść na świeże powietrze, ale jednocześnie orientuje się, że znalazł się w dziwnym, przerażającym miejscu. Teren jest otoczony murami, a jedynymi ludźmi tam są chłopcy mniej więcej w jego wieku, którzy posługują się dziwnym językiem. Dopiero później Thomas dowiaduje się, że stał się więźniem w labiryncie, z którego nie ma ucieczki.
"Był to dziwny i niepokojący widok, zupełnie jakby stał na krańcu wszechświata, i przez krótką chwilę aż zakręciło mu się w głowie."
Historia zaciekawiła mnie od samego początku. Dosłownie od pierwszych kartek. I tak, najpierw obejrzałam film, ale czytając kolejne strony w książce miałam wrażenie, że, jasne, już to kiedyś widziałam, ale czułam się tak, jakby ktoś opowiadał mi tą samą historię tylko że winny sposób. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie po raz kolejny jak ekranizacja może różnić się od książki. Styl Jamesa Dashnera jest bardzo przyjemny i nie tylko to ułatwia nam czytanie, ponieważ sama tematyka jest bardzo oryginalna i po prostu ciekawa. Było również kilka momentów, kiedy się roześmiałam, ponieważ śmiesznych sytuacji w książce również nie brakuje. Myślę, że autor zrobił kawał dobrej roboty.
"Zawrzyj twarzostan."
Jednak największym plusem tej książki jest świat. Po prostu świat, który stworzył ten człowiek. Jeszcze nie spotkałam się z lekturą, w której tak dokładne opisy czytałoby się jak jakąś ciekawą encyklopedię. Przynajmniej ja miałam takie odczucia. Czytałam zdanie za zdaniem i chociaż niektóre momenty były długie, to mijały mi tak szybko, że sama byłam zdziwiona. Zazwyczaj męczę się przy długich oraz szczegółowych opisach - ale nie tym razem. Postacie również są bardzo fajnie wykreowane. Albo kogoś lubisz, albo kogoś nienawidzisz. Właśnie tak najłatwiej ich opisać.
Nie będę dłużej rozwodzić się nad Więźniem labiryntu. Po prostu - jeżeli czytałeś, to daj znać w komentarzu jak Ci się podobała, a jeżeli nie, to jak najszybciej to nadrób, ponieważ książka jest naprawdę świetnie i ciekawie napisana. Zdecydowanie polecam każdemu.
Ocena: 8/10