poniedziałek, 31 lipca 2017

23. Więzień labiryntu - James Dashner

Okładka książki Więzień labiryntuTytuł: Więzień labiryntu
Autor: James Dashner
Cykl: Więzień labiryntu
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data wydania: 12 września 2014 r.
Ilość stron: 424
Kategoria: fantastyka/fantasy/science fiction



Swego czasu dużo o niej słyszałam. Była wszędzie. Najpierw książka, potem film. Ekranizacja była świetna, chociaż widziałam ją dopiero rok temu. Jednak kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to nie wiem czy Więzień labiryntu (chodzi mi dokładnie o film) był tak popularny, ponieważ fabuła sama w sobie była ciekawa i oryginalna, czy może dlatego, że główną rolę zagrał Dylan O'Brien. Ja oczywiście nie będę Wam ściemniać i przyznam się, że film obejrzałam tylko i wyłącznie ze względu na aktora, którego swoją drogą pokochałam w serialu Teen Wolf. I mimo że obejrzałam tylko po to, aby sobie na niego popatrzeć, to w połowie zorientowałam się, że film naprawdę mi się podoba. Dopiero później przeczytałam książkę. Nie żałuję. W ogóle. 

Nastoletni Thomas budzi się w małym pomieszczeniu i nie pamięta kompletnie niczego. Po chwili może wyjść na świeże powietrze, ale jednocześnie orientuje się, że znalazł się w dziwnym, przerażającym miejscu. Teren jest otoczony murami, a jedynymi ludźmi tam są chłopcy mniej więcej w jego wieku, którzy posługują się dziwnym językiem. Dopiero później Thomas dowiaduje się, że stał się więźniem w labiryncie, z którego nie ma ucieczki. 

"Był to dziwny i niepokojący widok, zupełnie jakby stał na krańcu wszechświata, i przez krótką chwilę aż zakręciło mu się w głowie." 

Historia zaciekawiła mnie od samego początku. Dosłownie od pierwszych kartek. I tak, najpierw obejrzałam film, ale czytając kolejne strony w książce miałam wrażenie, że, jasne, już to kiedyś widziałam, ale czułam się tak, jakby ktoś opowiadał mi tą samą historię tylko że  winny sposób. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie po raz kolejny jak ekranizacja może różnić się od książki. Styl Jamesa Dashnera jest bardzo przyjemny i nie tylko to ułatwia nam czytanie, ponieważ sama tematyka jest bardzo oryginalna i po prostu ciekawa. Było również kilka momentów, kiedy się roześmiałam, ponieważ śmiesznych sytuacji w książce również nie brakuje. Myślę, że autor zrobił kawał dobrej roboty. 

"Zawrzyj twarzostan."


Jednak największym plusem tej książki jest świat. Po prostu świat, który stworzył ten człowiek. Jeszcze nie spotkałam się z lekturą, w której tak dokładne opisy czytałoby się jak jakąś ciekawą encyklopedię. Przynajmniej ja miałam takie odczucia. Czytałam zdanie za zdaniem i chociaż niektóre momenty były długie, to mijały mi tak szybko, że sama byłam zdziwiona. Zazwyczaj męczę się przy długich oraz szczegółowych opisach - ale nie tym razem. Postacie również są bardzo fajnie wykreowane. Albo kogoś lubisz, albo kogoś nienawidzisz. Właśnie tak najłatwiej ich opisać. 

Nie będę dłużej rozwodzić się nad Więźniem labiryntu. Po prostu - jeżeli czytałeś, to daj znać w komentarzu jak Ci się podobała, a jeżeli nie, to jak najszybciej to nadrób, ponieważ książka jest naprawdę świetnie i ciekawie napisana. Zdecydowanie polecam każdemu. 


Ocena: 8/10 

wtorek, 25 lipca 2017

22. Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu - Regina Brett

Okładka książki Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiuTytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 7 listopad 2012 r.
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Olga Siara
Kategoria: publicystyka literacka i eseje


Bardzo często widziałam ją na półkach w księgarniach, śmigała mi przed oczami w zakładkach "polecane", ale jakoś nigdy nie odważyłam się po nią sięgnąć. Sama nie wiem dlaczego, ale właśnie tak było. Bałam się tego co mogę w niej znaleźć. Dopiero teraz, gdy moje życie wywróciło się do góry nogami jeżeli chodzi o sprawy duchowe, stwierdziłam, że CHCĘ! Chcę to przeczytać! Ale chęć, pozostała jedynie chęcią. Aż do dnia, kiedy odwiedziłam bibliotekę. Odwróciłam się przodem do pierwszego regału i automatycznie sięgnęłam po niebieski grzbiet książki. Okazało się, że w ręku trzymam Bóg nigdy nie mruga. Wreszcie miałam to uczynić... 

Książka składa się z pięćdziesięciu felietonów, które napisane zostały tak naprawdę przez życie autorki. Były one publikowane najpierw w gazecie, ale po pewnym czasie publikacje zamieniły się w książkę. Poza tym na samym początku lekcji było tylko czterdzieści pięć, czyli tyle, ile lat miała wtedy Regina Brett. Każda lekcja dotyczy czegoś innego, ale wszystkie mają ze sobą jedną wspólną rzecz - wszystkie są bardzo motywujące. 

"Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie." 

Na samym początku, nie wiedząc dlaczego, nie mogłam się wgryźć w to, co próbowała przekazać nam autorka. Czytało mi się to szybko, ale tak samo szybko uświadamiałam sobie, że nie mam pojęcia co przed chwilą zdążyłam przeczytać. Kilka razy musiałam wracać się do lekcji, która jest podana na samym początku. Po każdym felietonie musiałam chwilę to przemyśleć, aby po prostu tego nie zapomnieć. Mimo tego uważam, że książka jest bardzo wartościowa. Warto ją przeczytać, ponieważ naprawdę bardzo motywuje, zachęca do pracy nad sobą a jednocześnie autorka dąży do tego, aby każdy z nas akceptował siebie i swoje życie. 

"Ale jeśli spotyka cię w życiu wiele trudności, to znaczy, że jesteś stworzony do tego, żeby im podołać."

Dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, dlaczego nie rozumiem tego co czytam. Goniłam swoje własne myśli. Jestem przyzwyczajona do szybkiego czytania i zazwyczaj nie rozmyślam nad słowami, które pojawiają się na stronach kartek. Chcę po prostu dowiedzieć się: CO DALEJ?! W tym przypadku to tak nie działa. Jest to zdecydowanie najmocniejsza strona tej książki. Rozdziały, czyli lekcje, są bardzo krótkie. Niektóre spisane zostały jedynie na niecałych trzech stronach, ale to nie zmienia faktu, że podczas ich czytania powinno się zatrzymać. Zwolnić. Pomyśleć. Uświadomić sobie coś. Bóg nigdy nie mruga zaczęłam czytać w ciszy, gdy byłam sama w domu. Od razu zauważyłam zmianę. Musiałam przemyśleć to, co próbuje przekazać nam autorka. Zrozumieć po swojemu. Kilka razy złapałam się na tym, że kompletnie nie rozumiałam przytoczonej historii, ale kiedy chwilę nad nią pomyślałam waliłam sobie otwartą dłonią w czoło i śmiałam się sama z siebie. "Jak mogłaś tego nie zrozumieć?". 

Książka zdecydowanie dla wszystkich. Dosłownie. Nieważne czy wierzysz, czy nie. Moim zdaniem tytuł jest dosyć... nietrafny? Nie wiem jak to nazwać, ale po przeczytaniu go można wysnuć wnioski, że jest to kolejna książeczka dla osób wyznających Boga i Jego Syna. Otóż nie! (No dobrze, czasem wspomina o Bogu) Lekcje uczą wszystkiego: jak pokochać siebie, jak oszczędzać, jak zadbać o swoją przyszłość, jak pogodzić się z sytuacją, która poszła kompletnie nie po naszej myśli. Wszystko, naprawdę wszystko znajduje się w tej dosyć cienkiej książki jak na taką tematykę. Uważam, że każdy z nas powinien ją przeczytać. Sprawia, że się uśmiechasz i zauważasz jakie błędy popełniasz w swoim codziennym życiu. Po prostu: POLECAM. 

"Wierzę w słońce, nawet gdy nie świeci. Wierzę w miłość nawet gdy jej nie czuję. Wierzę w Boga nawet gdy milczy."


Ocena: 8/10

wtorek, 18 lipca 2017

[21] Outliersi - Kimberly McCreight

Okładka książki OutliersiTytuł: Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Wydawnictwo: Czarna owca
Data wydania: 11 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 384
Kategoria: literatura młodzieżowa


Książka na samym początku roku niejednokrotnie śmignęła mi gdzieś przed oczami podczas oglądania booktuberów, ale wtedy były to jeszcze wydania recenzenckie. Jednak od razu wam przyznam, że gdy tylko pierwszy zobaczyłam tę piękną okładkę na kanale Mai K. pomyślałam - ja muszę to przeczytać! Szczerze mówiąc właśnie grafika książki wszystko załatwiła. Zanim przeczytałam opis znajdujący się na tyle książki, to już miałam zakodowane gdzieś z tyłu głowy, że po prostuję muszę! Muszę to mieć. A jednak mimo tego do tej pory Outliersi nie znaleźli miejsca na mojej półce. Może niedługo się to zmieni. Ale na ten moment mogłam delektować się historią spisaną na niespełna czterystu stronach dzięki swojej przyjaciółce, która była taka miła, aby mi ją pożyczyć. Zuziu, dziękuję! 

Wylie to nastolatka, która kilka miesięcy temu straciła swoją matkę w wypadku samochodowym przez co pozostaje jej jedynie ojciec wraz ze starszym bratem. Główna bohaterka jest typową dziewczyną, którą możemy poznać w wielu innych książkach. Jest zagubiona po stracie bliskiej osoby, cicha, pod kontrolą psychologa, boi się wyjść na dwór i na domiar złego straciła kontakt ze swoją najlepszą przyjaciółką. Wylie mogłaby wydawać się miękką dziewczyną. Nastolatka, która boi się wyzwań i chowa się w swoim pokoju. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy w jej domu pojawia się roztrzęsiona matka byłej przyjaciółki. Dziwne zniknięcie Cassie powoduje, że Wylie musi opuścić mury domu z największym dupkiem w szkole, jednocześnie łamiąc zakaz ojca. Później dochodzi do wniosku, że nikomu już nie można ufać. 

"Ciągle słyszę, że jestem zbyt wrażliwa i za bardzo się przejmuję. W dodatku nie tym, czym należy się przejmować."

Książka na samym początku jakoś mnie nie wciągnęła. Być może miał na to wpływ wstęp, który moim zdaniem był trochę za długi. Rozważania głównej bohaterki na temat tego jak zmieniło się jej życie i zachowanie jej ojca po śmierci matki najzwyczajniej w świecie mnie irytowały. Na całe szczęście nie musiałam długo czekać,  aby cokolwiek się zadziało. Uważam, że książka była bardzo dobra i nie rozumiem złych opinii na jej temat na platformie lubimyczytac.pl. Naprawdę naczytałam się tam tak wiele negatywów, że w pewnym momencie pomyślałam, że to ze mną jest coś nie tak, skoro mi osobiście bardzo przypadła do gustu. 

Historia Wylie i Jaspera jest ciekawa i wciąga od samego początku. Tajemnicze esemesy wysyłane przez ich wspólną przyjaciółkę dodają tylko nutę niepewności całej sytuacji. Autorka ma luźny styl pisania dzięki czemu nie musimy czytać długich opisów najzwyklejszej czynności. Czyta się ją szybko i muszę przyznać, że kilka razy podczas czytania wydałam z siebie takie głośne "że co?!", że kilka razy mama wpadła do pokoju spytać się co tak bardzo mnie wkurzyło. Hm, może nie wkurzyło co zszokowało. Bo muszę Wam przyznać i powiedzieć zupełnie szczerze, że po połowie historii pogubiłam się i już sama - tak samo jak główna bohaterka - nie wiedziałam komu i w co można wierzyć. Było również kilka momentów, podczas których mogłam poczuć ten sam strach, który czuła Wylie. *spoiler* Od razu przychodzi mi do głowy moment, w którym nastolatka wraz z Jasperem jechała autem z małżeństwem, które od razu wydało się zbyt podejrzane. Kiedy Wylie zorientowała się, że w nosidełku wcale nie ma dziecka poczułam ciarki na plecach, chociaż to tylko książka! To świadczy chyba najlepiej o autorce i jej stylu pisania. *koniec spoilera* 

Gdy próbuję wymyślić cokolwiek do czego mogę się przyczepić, to od razu myślę o podobieństwie do "Black Ice", chociaż tego chyba nie można podciągnąć jako minus. Po prostu do połowy książki nie mogłam przestać myśleć, że przypomina mi właśnie wyżej wymienioną książkę. Absolutnie nie wpływa to jednak na to, że Outliersi to świetna powieść, który musi przeczytać chyba każdy! Jedyne do czego mogę się przyczepić to zakończenie. Pod koniec miałam wrażenie, że czytelnik został przygnieciony tyloma nowymi informacjami, że momentami po prostu się gubiłam. Nikt nie był tym za kogo się podobał, co działało jako plus, ponieważ zwroty akcji lubi chyba każdy książkocholik, ale  z drugiej strony działało też jako minus. Dużo nie zawsze znaczy lepiej. 

"Czy nie po to mamy najlepszych przyjaciół? Żeby byli przy nas, kiedy jest nam ciężko?"

A więc (nie zaczyna się tak zdania, wiem) jeżeli mam powiedzieć w wielkim ogóle o tej książce, to powiem tyle, że bardzo mi się podobała i polecam ją każdemu. A zwłaszcza tym, którym do gustu przypadł "Blac Ice", ponieważ jak pisałam wyżej jest pisana w podobnym stylu. Ja się porwałam w wir wydarzeń, w które wpadła Wylie wraz z Jasperem. Godziny spędzone z tą książką zaliczam do jak najbardziej udanych. 


Ocena: 8/10 




piątek, 14 lipca 2017

[20] Przedpremierowo! Skaza - Zbigniew Zborowski

Okładka książki SkazaTytuł: Skaza
Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 31 lipiec 2017 r.
Ilość stron: 336
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał


Tytuł książki pojawił się w jednej z wiadomości od wydawnictwa znak, które zaproponowało mi, abym zrecenzowała pozycję przed jej premierą. Wtedy pomyślałam sobie, czemu nie? Skoro mam okazję, to z chęcią to zrobię! Zadowolona odpisałam krótką wiadomością i już tydzień później w swoich rączkach trzymałam przedpremierowy egzemplarz Skaza. Chyba nie muszę mówić, że byłam bardzo, ale to bardzo podekscytowana. Każda, nawet jednorazowa, współpraca cieszy każdego blogera - a o tym już chyba wszyscy dobrze wiemy. 

Cieszyłam się jeszcze z jednego powodu. Od pewnego czasu próbuję wyjść z zamkniętej przestrzeni książek, które czytam. Chcę wyłamać się ze schematu i spróbować czegoś innego. Uznałam, że kryminał będzie dobrym początkiem. W końcu wszyscy lubią kryminały. Agata Christie, Katarzyna Bonda, Remigiusz Mróz ostatnio królują w sferze książkowej. Miałam więc nadzieję, że ja również wciągnę się w świat morderstw i intryg. 

Ale o co w ogóle chodzi? Historia zaczyna się w czasach przedwojennych. Jesteśmy świadkami tajemniczego odkrycia polskiego naukowca. Później dowiadujemy się o śmierci niejakiego Bola, której przyczyną był wybuch we Lwowie przy Katedrze Fizyki Eksperymentalnej. Kilkadziesiąt lat później Bartosz Konecki przejmuje śledztwo w sprawie zamordowania młodej kobiety w jej własnym mieszkaniu. Biorąc pod uwagę fakt w jaki sposób zostało ona zamordowania, wszyscy są zgodni. Mordercą musiał być fachowiec. 

Chciałabym napisać dużo o tej książce, ale (znowu...) kompletnie nie wiem co. Tylko tym razem jest to spowodowane tym, że nie mam o niej konkretnego zdania. Przyznaję się bez bicia - odpadłam w połowie historii. Po prostu nie mogłam. Nie mogłam dalej się z tym męczyć. Nie mam zielonego pojęcia co jest tym spowodowane, ale jedno muszę zaznaczyć. Na pewno nie mogę uznać tej książki za całkowicie beznadziejną

Autor ma przystępny styl pisania, dlatego powinno czytać się to zdecydowanie szybko. Ja jednak miałam małe problemy z wciągnięciem się w historię. Kilka razy stało się tak, że byłam czymś zainteresowana i przerzucałam kartki z nadzieją, że zaraz znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania, ale po chwili ten zapał gasł. Historia moim zdaniem jest taka sobie. Autor przeskakuje pomiędzy czasem wojny, a teraźniejszością, ponieważ jak mogę się domyślić wszystko będzie ze sobą powiązane i myślę, że ten motyw może się komuś spodobać, ale zdecydowanie nie mi. Irytowało to mnie strasznie i sprawiało, że po czymś takim miałam ochotę odstawić książkę w kąt i już nigdy do niej nie wracać. 

Ale książka nie ma samych minusów oczywiście. Podobały mi się wykreowane sylwetki bohaterów. Podkomisarz Jola Bończak bardzo przypadła mi do gustu. Uwielbiam tak wykreowane kobiety w książkach. Są zdecydowanie lepsze od spokojnych, szarych myszek, które możemy znaleźć praktycznie w każdej książce. 

Podsumowując. Uważam, że Skaza jest nie banalną historią kryminalną, która może spodobać (a raczej na pewno) fanom kryminałów. Mnie natomiast Zbigniew Zborowski w ogóle nie porwał i nie czułam tej ekscytacji podczas kartkowania jego nowego dzieła. Myślę, że to po prostu kwestia gustu. Polecam ją zdecydowanie osobom, które lubują się w takich tematykach, ponieważ (tak mi się zdaje) to, co zaoferował nam autor jest czymś nowym. Tak więc kończąc. Fani kryminałów będą mieli kolejną dobrą pozycję do przeczytania, przeciwnicy kryminałów, no cóż, mają tysiące innych premier, na które mogą czekać. 


Ocena: 4/10 

poniedziałek, 10 lipca 2017

[19] Zayn - Zayn Malik

Okładka książki ZaynTytuł: Zayn
Autor: Zayn Malik
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 9 listopada 2016 r.
Ilość stron: 296
Tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik


TA OKŁADKA JEST CUDOWNA - pierwsze co przyszło mi na myśl, kiedy dodałam do koszyka autobiografię na stronie internetowej. Byłam podekscytowana tym, że w końcu będę miała ją na swojej półce w pokoju. Jestem fanką zespołu, który już niestety nie istnieje, tak mówię o One Direction (szok, niedowierzanie) a więc co za tym idzie uwielbiam każdego z jego członków. Mimo wszystko moje serce na dobre porwał Zayn, który swoją decyzją o odejściu z pięcioosobowego składu totalnie mnie złamał. Ale szybko się pozbierałam i doszłam do wniosku, że jeżeli sam o tym zdecydował, to najwidoczniej była to dla niego najlepsza decyzja. 

Sama nie wiem co chciałabym napisać o tej książce. Na pewno trzeba przyznać Malikowi, że się przed nami otworzył. Nie spodziewałam się takiej dawki informacji jaką dostałam przy czytaniu tej książki. Już na samym początku zaszkliły mi się oczy i po chwili musiałam biec do pokoju po chusteczki. Nie mogłam znieść akapitów, gdy pisał o zespole i o tym jak źle mu momentami w nim było. Dopiero w takich okolicznościach człowiek dowiaduje się jak naprawdę wygląda życia jego idola. Mnie to na początku zszokowało, ale później, gdy zaczęłam czytać kolejne strony zaczęłam go rozumieć. Jestem przekonana, że każdy z nas gdyby był na miejscu jakiejkolwiek osoby publicznej po wszystkim miałby serdecznie dość. Także chociaż to było bolesne, to staram się zrozumieć jego postępowanie. 

"Chciałem w studiu śpiewać słowa, które do mnie przemawiają, a nie jedynie powtarzać wersy napisane przez innych." 

Uważam, że Zayn przyłożył się do napisania tej książki (o ile w ogóle sam ją pisał). Wyjaśnił w niej wiele kwestii, które interesowały i intrygowały fanów na całym świecie. Opowiedział w niej wszystko czego nie mógł powiedzieć będąc w zespole. Jako fanka jestem z niego dumna, jakkolwiek to w tej chwili brzmi. Ukrywał to, że One Direction nie było w jego typie, śpiewał nie to, co chciał, więc w końcu podjął bardzo odważną decyzję, aby iść własną solową drogą. Jestem bardzo szczęśliwa, że w tym momencie, w którym się znalazł może spokojnie powiedzieć, że robi to, co naprawdę kocha i nikt nie stawia przed nim przeszkód. Historia, która zamieszczona została na kartkach papieru daje czytelnikowi do zrozumienia. A zwłaszcza  fanom, którzy oskarżali Zayna o egoizm po odejściu z 1D. Książka otwiera oczy wszystkim, którzy kiedyś z wyczekiwaniem siedzieli przed komputerem, aby obejrzeć najnowszy teledysk tych pięciu głupków. Cieszę się, że ją przeczytałam i myślę, że niejednokrotnie do niej wrócę. 

Wtrącę jeszcze coś, co bardzo mi się spodobało podczas czytania książki. Wszystkie piosenki, które zdołał do momentu wydania książki napisać  i nagrać Zayn zostały w pewien sposób objaśnione na stronach autobiografii. Gdzieś pomiędzy rozdziałami pojawia się tytuł piosenki, a pod spodem krótka notka odnosząca się do dzieła. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, ponieważ fani mogą lepiej zrozumieć to, co chciał przekazać Zayn podczas śpiewania danej piosenki. 

Oprócz tego, że myśli, które Zayn przelał na papier są bardzo osobiste i trafiają do serca, to chciałabym pozachwycać się jeszcze na samym wydaniem. CO TO BYŁO! Jeszcze nigdy nie miałam w ręku tak pięknej i wprost idealnej autobiografii. Bardzo podoba mi się oprawa graficzna. Czcionka jest przystępna dzięki czemu szybko się czyta i jednocześnie nie męczy się przy tym wzrok. Zdjęcia, które zostały zamieszczone w książce wielokrotnie spowodowały, że moje serce waliło z niewyobrażalną prędkością. Zdecydowanie Wydawnictwo Otwarte zrobiło tutaj kawał znakomitej roboty - moje oczy dzięki wam w końcu są szczęśliwe! 

"Patrząc z dystansu, uświadamiam sobie, że będąc częścią One Direction, miałem okazję zrozumieć, że właśnie tego potrzebuję - odnaleźć własne brzmienie." 

O tej książce mogłabym pisać jeszcze wiele, i wiele, i wiele... Ale nie na tym tu to polega. Zayn zdecydowanie nie jest dla każdego. W tym momencie mogę jedynie powiedzieć, że wszystkich, którzy kiedykolwiek wspierali One Direction lub, którzy wspierają Zayna Malika w karierze solowej odsyłam właśnie do tej autobiografii. Natomiast wszyscy inni, którzy nie przepadają ani za zespołem, ani za Malikiem muszę zostawić z pustymi rękoma. Tak to już z biografiami bywa... 


Ocena: 10/10 

piątek, 7 lipca 2017

[18] Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta - Dawid Sierakowiak

Okładka książki Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego gettaTytuł: Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta
Autor: Dawid Sierakowiak
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 25 marca 2015 r.
Ilość stron: 400
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik


Pamiętam jak chodziłam w kółko bez sensu po Empiku i szukałam książki, która zainteresuje mnie na tyle, że bez zastanawiania pomaszeruję z nią do kasy. Miałam wtedy dowolny wybór, ponieważ zbliżały się święta, więc mogłam wybrać jedną książkę nie zważając kompletnie na cenę. Chodziłam, krążyłam, przeglądałam dosłownie każdą półkę aż w końcu trafiłam na dział historia. Była duża i wyglądała jak poniszczony dziennik. Sięgnęłam. I mimo że takie książki omijam szerokim łukiem, to wtedy od razu stwierdziłam, że to właśnie ją chcę. A potem spojrzałam na cenę... Wszystko rozumiem, ale prawie 90 złotych za czterysta stron w twardej okładce, to zdecydowanie przesada. Później ją odłożyłam i kompletnie zapomniałam. 

Minęło sporo czasu aż podczas przeglądania dyskontów książkowych rzuciła mi się w oczy. Miała przystępną cenę, więc mogłam w każdej chwili rzucić ją do koszyka. Jednak długo się nad tym zastanawiałam. Nie ukrywam (i nawet już chyba kiedyś o tym pisałam), że omijam takie książki łukiem z dwóch powodów. Jeden jest taki, że przeraża mnie to, co mogę znaleźć na kartkach tych książek. Wszyscy dobrze wiemy co działo się na świecie w czasie II Wojny Światowej i do czego byli zdolni hitlerowcy. Natomiast drugi powód jest taki, że się boję. Po prostu się boję, że kiedykolwiek przyjdzie mi przeżyć coś takiego. Zwłaszcza teraz, kiedy obserwujemy te niepokojące sytuacje, które mają miejsce od kilku lat nie tak daleko od naszej granicy. W każdym razie, zebrałam się w sobie i zamówiłam Dziennik

Dawid Sierakowiak (wybaczcie, ale nie pamiętam dokładnie) miał bodajże siedemnaście lat, kiedy w maju 1939 zaczął zapisywać swoje przemyślenia na kartkach zeszytu. Był w moim wieku, więc tym bardziej nie mogłam się nadziwić jaki był z niego inteligentny i mądry chłopak. Interpretował wszystkie wiadomości, jakie do niego docierały. Myślał trzeźwo a jego zapiski niejednokrotnie przyprawiały mnie o mrowienie na plecach. Czułam się okropnie, czytając jego zeszyty ze świadomością, że Dawid prawdopodobnie nie spodziewał się tego, że kilkadziesiąt lat po wojnie jego dziennik rozpowszechni się po całej Polsce. Sama nie wiem dlaczego miałam takie odczucia. Miałam wrażenie, że weszłam w jego intymną strefę. Przecież nikt z nas nie lubi, gdy ktoś inny zagląda w nasze pamiętniki - jeżeli takowe posiadamy. 

Pomijając jednak ten fakt... Dalej nie mogę wyjść z podziwu odwagi i inteligencji tego chłopaka. Zapiski od września 1939 przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie tego jak wtedy wyglądało życie. Jak wyglądała codzienność, kiedy hitlerowcy wkroczyli do naszego kraju i zaczęli się strasznie panoszyć. Dzięki Dziennikowi mogłam przenieść się do lat okupacji i wpaść w wir życia codziennego, które było przesiąknięte strachem o życie własne i najbliższych. Myślę, że żaden film nie opisze tego, co działo się w Polsce, kiedy rozpoczęła się II WŚ. 

"Nie zmyje bowiem największa ulewa rozdartego zupełnie serca i nic nie zasklepi tej odwiecznej pustki w duszy, mózgu, umyśle i sercu, jaka powstaje po utracie najukochańszego człowieka, który kocha swe życie tak jak i ja."

Kiedy się teraz nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że chociaż mam dużo do powiedzenia o tej książce, to kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać. Już mam wrażenie, że to co napisałam wyżej jest trochę chaotyczne. Ale to trzeba przeczytać, aby zrozumieć co mną kierowało podczas pisania tego tekstu. 

Przyznaję się, że chociaż zapiski bardzo mnie interesowały, to czytałam tę książkę naprawdę długo. Zajęło mi to co najmniej kilka miesięcy, ponieważ nie byłam w stanie znieść tego, co czytałam na stronach książki. Myślę, że to zależy też od każdego z nas i od naszej psychiki. Każdy przyjmuje różne rzeczy zupełnie inaczej. Ja nie potrafiłam usiąść do tej pozycji i przeczytać ją "na raz", ponieważ po prostu nie mogłam. Nie potrafiłam. 

I w tym momencie napotykam kolejny dylemat. Zazwyczaj pod koniec recenzji piszę czy polecam tę książkę, czy warto po nią sięgnąć, czy raczej możecie ją sobie odpuścić. W tym momencie nie mam zielonego pojęcia co zrobić. W pewnym sensie chcę ją polecić, ale z drugiej strony wiem, że być może wiele z Was wcale się tym nie interesuje, lub ma swoje powody, dla których za takie książki nie sięga. Ujmę to może w ten sposób, że osobiście uważam, że powinniśmy czytać takie książki. Myślę, że zdajemy sobie sprawę z tego, że Polacy są uważani za naród, który dba o swoją historię i chyba chcemy, aby dalej tak o nas myślano. Przynajmniej dla mnie jest to dość miłe. Tak więc myślę, że powinniśmy znać takie książki, ale oczywiście nic na siłę. Jeżeli chodzi o mnie - przeczytałam i nie żałuję. Decyzję o podjęciu się "wyzwania" i przeczytania tej książki pozostawiam już tylko i wyłącznie Wam. Zostaje mi jedynie cicha nadzieja, że jednak kiedyś chwycicie za tę pozycję. 


Ocena: 10/10 

poniedziałek, 3 lipca 2017

[17] Propozycje czytelnicze na wakacje!

Sama nie wiem dlaczego dodaję tego posta tak późno. Wakacje trwają już ponad tydzień, a ja dopiero teraz obudziłam się, że mogłabym podać kilka swoich tytułów, które moim zdaniem idealnie nadają się na wakacje. W sumie jakby się nad tym głębiej zastanowić, to nigdy za późno na takiego typu wpisy. Tak więc zacznijmy... 


Znalezione obrazy dla zapytania arabska żonaOd wyjazdu do ciepłego kraju wraz z Dorotą z powieści Tanyi Valko "Arabska żona". Czytałam ją kilka lat temu w okresie przedwakacyjnym, kiedy ostatnie dnie w szkole spędzałam właśnie z tą książką za oknem prażyło słońce, a termometry pokazywały prawie czterdzieści stopni Celsjusza. Pamiętam, że idealnie zgrywało się to z upałami, które przeżywała główna bohaterka książki w Libii. Poza tym warto dodać, że cykl "Arabska żona" posiada 5 tomów oraz 3 oddzielne tomy opowiadające o wyjazdach do Azji. Moim zdaniem książki jest dobra i nie da się przy niej zanudzić. Z czystym sercem mogę ją polecić szczególnie dziewczynom i kobietom. A kiedy już odwiedzicie Libię polecam.... 



Okładka książki Slumdog. Milioner z ulicyUdać się na pełną wrażeń wycieczkę po Indiach razem z Ramem z książki Vikasa Swarupa "Slumdog. Milioner z ulicy". Recenzja tej książki znalazła się już na moim blogu. Będę mówiła o tej książce cały czas. Moim zdaniem Swarup napisał bardzo dobrą książkę, którą powinien znać każdy. Nie ze względu na wartości, ale ze względu na to, aby każdy z nas uświadomił sobie, że wszystko to co robimy, czy przeżywamy zostawiała jakiś ślad na nas samych. Myślę, że okres wakacji to idealny moment, aby porwać się w wir przygód głównego bohatera. Zaraz po tym, gdy okaże się, że wygracie w teleturnieju miliard rupii polecam udać się... 

Znalezione obrazy dla zapytania trzy metry nad niebem książka
Okładka książki Galop ’44

Trzy metry nad błękitne niebo, aby przeżyć gorący romans z chłopakiem, za którym szaleją prawie wszystkie dziewczyny w okolicy. Powieść "Trzy metry nad niebem" jest idealną lekturą wakacyjną dla nastolatek, które marzą właśnie o takiej miłości jaka połączyła dwóch głównych bohaterów tej książki. Ja się przyznaję! Chociaż nie jestem typem dziewczyny, która chce jak najszybciej poznać swoją drugą połówkę, to czytając tę książkę czułam ukłucie zazdrości. Kto by nie czuł? Zaraz po tym jak w końcu wylądujecie na ziemi zapraszam do metra, które przewiezie Was do... 



Warszawy 1944 roku w sam wir wydarzeń z powstania Warszawskiego. "Galop 44" jest pierwszą książką dla młodszych odbiorców, która opowiada o poczynaniach ludzi w czasie wojny. Motyw podróżowania w czasie w tym kontekście bardzo mi się spodobał i stwierdziłam, że wakacje, to chyba najlepszy moment, aby udać się na taką "wycieczkę" wraz z Mikołajem i Wojtkiem. Jestem przekonana, że to o wiele bardziej przyjemniejsza lekcja historii, niż ta w szkolnej ławce. A kiedy już będziecie mieli dość i wrócicie do roku 2017 jedźcie w... 



Okładka książki Wakacje z duchamiOdwiedziny waszej cioci, ale uważajcie, bo mogą tam straszyć duchy. Adam Bahdaj swoją książką pt. "Wakacje z duchami" zachwycił mnie, gdy miałam może dziesięć lat. Pamiętam do tej pory jak czytałam książkę z nadzieją, że na kolejnej stronie znajdę rozwiązanie zagadki. Świetna zabawa gwarantowana - chociaż książka jest skierowana do młodszych czytelników. Polecam każdemu bez względu na to ile masz lat. Po prostu przeczytaj, a potem... 





Baw się dobrze! Pamiętaj, że wakacje trwają tylko dwa miesiące, więc w porównaniu do szkoły jest to mało czasu na odpoczynek. Nie samymi książkami człowiek żyje i chociaż dla nas miłośników książkowych jest to praktycznie nie do powstrzymania, to zachęcam Was do aktywnego spędzenia wakacji! Miłego wypoczynku! :)




niedziela, 2 lipca 2017

[16] 13 powodów - Jay Asher

Okładka książki 13 powodówTytuł: 13 powodów
Autor: Jay Asher
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 28 marca 2017 r.
Ilość stron: 272
Tłumaczenie: Aleksandra Górska
Kategoria: literatura młodzieżowa


Pojawiła się nagle w internecie. Jej imię widziałam dosłownie w każdej grupie na facebooku. Czytałam wiele dyskusji na temat tego, czy przypadkiem Hannah Baker nie przesadzała. Dużo ludzi zarzucało jej, że wyolbrzymiała problemy, że każdy z nas by sobie z tym poradził. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że kompletnie nie wiedziałam o co tym wszystkim ludziom chodzi. Wtedy z pomocą przyszła mi jedna dziewczyna, która rzuciła w odpowiedzi pod komentarzem jedynie "13 powodów". Wpisałam szybko w wyszukiwarkę google podany tytuł i już tego samego wieczoru szukałam książki na dyskontach. 

I wtedy wszystko zniszczyłam. Jestem osobą, która wprost kocha takiego typu produkcje i chociaż obiecałam sobie, że najpierw przeczytam książkę, a później obejrzę serial, to już dwa dni później spędziłam cały dzień na oglądaniu odcinka za odcinkiem. Muszę przyznać - serial był naprawdę świetny. 

"Nikt nie wie ze stuprocentową pewnością, w jakim stopniu jego postępowanie odbija się na życiu innych. Bardzo często nie mamy choćby bladego pojęcia. Mimo to robimy, co nam się żywnie podoba."

Myślę, że o książce jak i o serialu słyszał już każdy, a chociaż połowa z was jest już po obejrzeniu produkcji Netflix. Jednakże jeżeli znalazła się tutaj osoba, która jeszcze nie miała do czynienia z 13 powodami, szybko wyjaśniam. Historia mówi o młodym chłopaku, który pewnego dnia pod swoim domem znajduje pudełka, w którym znajduje się kilka kaset ponumerowano kolejnego do trzynastu. Okazuje się, że są to taśmy, które zostawiła Hannah Baker - dziewczyna, która kilka dni wcześniej popełniła samobójstwo. Na każdej stronie taśmy znajduje się nagranie mówiące o powodzie, przez które zdecydowała się zabić. Dlaczego dostał je Clay? Dlatego, że sam był powodem. 

Nie wiem co mam napisać o tej książce. Mam mieszane uczucia. Z czasem stwierdzam, że popełniłam błąd. Powinnam najpierw przeczytać książkę, a później brać się za serial. Ale pomijając to. Bardzo podoba mi się pomysł na powieść, ponieważ jest mało książek dla nastolatków, które mówią o tak ważnych sprawach. Motyw samobójstwa jak i kaset, które zostawiła nastolatka jest naprawdę (moim zdaniem) bardzo kreatywny i chociaż książka ma już dziesięć lat, to uważam, że przez ten cały czas nie powstała lepsza, kreatywniejsza książka na podobny temat. Albo ja po prostu takiej nie znam. Nie wiem. 

Nie wiem też jak Wy - ci, którzy czytali 13 powodów - ale ja niejednokrotnie czułam ciarki na plecach, kiedy czytałam tekst napisany kursywą. Sam fakt, że mówiła to nastolatka, która już nie żyje było dla mnie przerażające. Oglądając serial również czułam dyskomfort, ale nie wiem dlaczego, bardziej przeżyłam to czytając książkę. 

Ale, ale... żeby nie było samych zachwaleń. Nie mam pojęcia czy jest to spowodowane tym, że obejrzałam najpierw serial, a dopiero później książkę. Ale w momencie, gdy zastanawiam się nad samą fabułą, to odnoszę wrażenie, że w tej książce się nic nie działo. To znaczy, czytamy jedynie wspomnienia, ale w tle tego praktycznie nic się nie dzieje. W serialu natomiast poznajmy intrygi i inne poczynania bohaterów. Myślę, że nie jest to jakieś ważne, ale tak po prostu nasunęło mi się to teraz na myśl... 

Aha! Chciałabym jeszcze poruszyć temat, który wiele razy przewinął się gdzieś na stronach na facebooku. Czy Hannah Baker przesadzała? Jeżeli chodzi o moje zdanie, to czytając książkę możemy dogłębnie poznać myśli Hannah. Czytamy to, co działo się w jej głowie. Hannah mówi nam o swoich problemach, mówi też o tym, że chciała i dawała znaki, że coś złego się z nią dzieje, a jednak wszyscy to ignorowali. Moim zdaniem Hannah nie przesadzała w żadnej kwestii. Każdy z nas jest inny i każdy z nas inaczej by podchodził do tych spraw. Myślę jednak, że autor właśnie to chciał nam pokazać. Że głupie żarty dla nas mogą być tylko żartami, ale dla drugiej osoby mogą być one powodem do depresji, czy nawet samobójstwa. 

"Nie panujesz już prawie nad niczym. I w pewnej chwili masz już dość walki, jesteś zbyt zmęczony, i postanawiasz sobie odpuścić. Pozwolić, by stała się tragedia..."

Podsumowując - polecam każdemu. Niezależnie od tego czy jesteś osobą dorosłą, czy nastolatkiem. Każdy z nas powinien tę książce przeczytać, ponieważ idealnie pokazuje to, co dzieje się z człowiekiem, kiedy zostaje z problemami sam, a każdy dookoła myśli, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Mi książka się spodobała, tak więc nie zostaje mi nic innego jak odesłanie każdego, kto jeszcze jej nie przeczytał do lektury 13 powodów


Ocena: 8/10 


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia